Trwa ładowanie...

Osierocił pięcioro dzieci. Nie doczekał przyjazdu karetki

Martin i Ann Clark tworzyli zgrane małżeństwo. Para doczekała się pięciorga dzieci, które zdążyły już założyć własne rodziny. Niestety rodzinne spotkanie przerwał nagły atak serca mężczyzny. Mimo że rodzina natychmiast wezwała pomoc, nie doczekał jej przez ponad godzinę.

Martin Clark czekał na karetkę ponad godzinę
Martin Clark czekał na karetkę ponad godzinę (Facebook)

1. Oczekiwanie na karetkę

68-letni Martin Clark z East Sussex (Wielka Brytania) nigdy nie miał problemów ze zdrowiem. Jak na swój wiek był bardzo aktywnym i sprawnym mężczyzną, co chętnie pokazywał w zabawach ze swoimi dziećmi i wnukami.

Niestety wszystko zmieniło się w listopadzie 2022 roku, kiedy nagle zasłabł z bólu podczas rodzinnego spotkania. Kiedy dzieci rzuciły się na pomoc ojcu, żona Martina, Ann zadzwoniła pod numer alarmowy. Kobieta była przekonana, że jej mężowi nic nie grozi, ponieważ jest otoczony rodziną, a karetka wkrótce przyjedzie.

Zobacz film: "Wczesne objawy raka jajnika"

Jednak oczekiwaniu nie było końca. Po 45 minutach Ann postanowiła ponownie zadzwonić na numer alarmowy. Wtedy okazało się, że dyspozytor po prostu nie ma kogo wysłać na miejsce.

2. Zmarł tuż przed szpitalem

Jeden z synów Martina zaproponował, że sam zawiezie ojca do szpitala. Dyspozytor jednak odradził mu to rozwiązanie, uspokajając rodzinę, że karetka wkrótce do nich przyjedzie. Niestety tak się nie stało, więc zrozpaczona rodzina postanowiła samodzielnie przetransportować chorego.

- Gdy tylko podjechaliśmy do szpitala, odpięłam pas bezpieczeństwa, objęłam męża i powiedziałam mu, że go kocham i to wszystko, odszedł - powiedziała Ann w rozmowie z BBC.

Ann i Martin
Ann i Martin (Facebook)

3. Upadek systemu ochrony zdrowia

Kiedy Ann i jej dwóch synów wrócili do domu, okazało się, że pogotowie ratunkowe nagrało jej wiadomość na sekretarkę - godzinę po pierwszym zgłoszeniu dalej nie było gotowej karetki. Podejrzewając zawał, należy udzielić pomocy w ciągu pierwszych 18 minut.

- Służba zdrowia jest zepsuta. Wszyscy boją się, co się stanie, jeśli zachorują - dodała.

- Bardzo nam przykro, że nie byliśmy w stanie udzielić pomocy panu Clarkowi. Składamy najszczersze kondolencje rodzinie - powiedział rzecznik pogotowia. - Ciężko pracujemy, aby jak najszybciej pomóc wszystkim, którzy nas potrzebują, ale nie jesteśmy w stanie dotrzeć do każdego. Jest nas za mało - dodał.

- Różnica między życiem a śmiercią może być kwestią kilku minut. Nie możemy pozwolić, by takie przypadki się zdarzały. Konieczna jest zmiana systemu opieki zdrowia - podsumowała dr Sonya Babu-Narayan z British Heart Foundation.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Polecane

Polecane dla Ciebie
Pomocni lekarze
Szukaj innego lekarza
Komentarze
Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.