Udar u nastolatka
Katie Gaskin z Herne Bay (Wielka Brytania) jest mamą czwórki dzieci i pracuje jako nauczycielka przedszkolna. Dotychczas obowiązki pozwalały jej pracować do końca każdej ciąży. Wszystko jednak zmieniło się we wrześniu, kiedy będąc w szóstym miesiącu, zdarzyła się tragedia.
Jej matka zadzwoniła do placówki, by powiedzieć, że 14-letni syn Katie cały czas skarży się na bóle głowy i kilkukrotnie zwymiotował. Młoda mama natychmiast wróciła do domu, ale Stephen już był nieprzytomny i ledwo oddychał.
Kobiety od razu zadzwoniły po karetkę, a nastolatek został przewieziony do lokalnego szpitala. Wtedy też okazało się, że chłopiec miał udar mózgu, a ze względu na swój stan, lekarze postanowili wprowadzić go w śpiączkę farmakologiczną.
WIDEORoztargnienie może być objawem udaru
Według lekarzy udar został spowodowany przez malformację tętniczo-żylną (AVM). Jest to bardzo rzadka wada układu naczyniowego (występuje u mniej niż jednego proc. populacji), która powstaje w okresie rozwoju płodowego.
Charakteryzuje się zmienionymi naczyniami tętniczymi i żylnymi, które łączą się ze sobą bezpośrednio, pomijając w ten sposób sieć naczyń włosowatych. Dlatego też istnieje poważne ryzyko krwawień zagrażających życiu.
Skutki udaru zostaną z nim na zawsze
Kiedy stan Stephena się ustabilizował, został przeniesiony do King's College Hospital, gdzie dodatkowe badania wykazały, że ma masywny skrzep krwi w mózgu.
- To był najgorszy dzień w moim życiu – mówi Katie w rozmowie z KentOnline. – W pewnym momencie kazano nam pożegnać się ze Stephenem - dodaje.
Konieczne było przeprowadzenie operacji, by usunąć skrzep i zapobiec wystąpieniu kolejnego udaru. Niestety, jak zaznacza Katie, skutki AVM zostaną z nim na zawsze. Obecnie prawa strona ciała Stephena jest całkowicie porażona, a chłopiec musi się na nowo nauczyć chodzić i mówić.
- Ma również porażenie prawej strony twarzy, prawe oko nie zamyka się prawidłowo i podwójnie widzi – mówi. – Psychicznie też nie daje sobie rady. Bardzo szybko wszystko zapomina i zdaje sobie z tego sprawę – dodaje.
Niestety jego choroba oraz opieka nad noworodkiem sprawiły, że musiała zrezygnować z pracy. Kilka razy w tygodniu muszą bowiem pokonywać 250 km, by stawiać się na kontrole w szpitalu. Jak jednak przyznaje, mimo swojego stanu Stephen spisuje się znakomicie.
Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.